Marnowanie żywności

Marnowanie żywności w Polsce. Problem zaczyna się w naszych lodówkach

Każdego dnia w Polsce jedzenie trafia do kosza. Czasem są to dwie kromki chleba, czasem zwiędnięta sałata, przeterminowany jogurt, resztki obiadu albo owoce, które kupiliśmy „na później” i o których zapomnieliśmy. Z pozoru to drobiazgi. W skali kraju tworzą jednak ogromny problem społeczny, ekonomiczny i środowiskowy.

Według danych projektu PROM, jednego z najważniejszych badań dotyczących marnowania żywności w Polsce, rocznie marnujemy około 4,84 mln ton jedzenia. Największa część strat powstaje nie w sklepach, restauracjach czy transporcie, ale w naszych domach. Gospodarstwa domowe odpowiadają za około 60 proc. marnowanej żywności, czyli za blisko 3 mln ton rocznie.

Nowsze dane Instytutu Ochrony Środowiska, wykorzystywane w ramach sprawozdawczości Polski do Komisji Europejskiej, również pokazują skalę problemu: ponad 4,8 mln ton żywności rocznie, z czego 56 proc., czyli ponad 2,5 mln ton, pochodzi z gospodarstw domowych. Przeciętne polskie gospodarstwo domowe marnuje około 165 kg żywności rocznie.

Co najczęściej wyrzucamy?

Najczęściej do kosza trafia pieczywo. W raporcie Federacji Polskich Banków Żywności „Nie Marnuj Jedzenia 2025” wskazało je 55 proc. badanych. Kolejne miejsca zajmują owoce, warzywa, jogurty i wędliny. To produkty codzienne, podstawowe, często kupowane odruchowo, „na zapas” albo pod wpływem promocji.

Wyrzucamy więc nie luksusy, ale jedzenie, które mogło stać się śniadaniem, obiadem, kolacją albo paczką pomocy dla kogoś, kto naprawdę jej potrzebuje. Każdy bochenek chleba, każda siatka owoców i każde opakowanie nabiału to także zmarnowana woda, energia, transport, praca rolników, producentów, sprzedawców i wszystkich osób zaangażowanych w to, by żywność trafiła na nasze stoły.

Dlaczego jedzenie ląduje w koszu?

Najczęstszy powód jest prosty: przegapienie terminu przydatności do spożycia. W badaniu z 2025 roku wskazało go 57 proc. osób. Dalej pojawiają się zbyt duże zakupy, niewłaściwe przechowywanie, zbyt duże porcje posiłków, brak pomysłu na wykorzystanie składników oraz zakup produktu złej jakości.

Problemem jest też mylenie dwóch oznaczeń na etykietach. „Należy spożyć do” dotyczy bezpieczeństwa produktu. Po tej dacie jedzenia nie powinno się spożywać. „Najlepiej spożyć przed” oznacza natomiast datę minimalnej trwałości. Po jej upływie produkt może stracić część jakości, na przykład smak, zapach albo chrupkość, ale często nadal nadaje się do jedzenia, jeśli był prawidłowo przechowywany i nie ma oznak zepsucia.

Duża część marnowania żywności zaczyna się jeszcze przed wejściem do kuchni. Kupujemy za dużo, ulegamy promocjom, nie sprawdzamy zawartości lodówki, gotujemy większe porcje, niż jesteśmy w stanie zjeść. Potem produkty przesuwają się coraz dalej na półkach, znikają za kolejnymi zakupami i wracają do nas dopiero wtedy, gdy nie da się ich już uratować.

Kto marnuje najczęściej?

Z raportu „Nie Marnuj Jedzenia 2025” wynika, że 63 proc. Polaków przyznaje, iż zdarza im się wyrzucać żywność. Najczęściej robią to osoby młode, w wieku 18–34 lata. W tej grupie aż trzy czwarte badanych deklaruje, że regularnie wyrzuca jedzenie. Najrzadziej marnują seniorzy. W grupie 65–74 lata mniej niż 30 proc. badanych przyznaje się do wyrzucania żywności.

Nie oznacza to, że młodsi ludzie są „gorsi”. Często żyją szybciej, robią zakupy bardziej spontanicznie, częściej jedzą poza domem, testują nowe produkty i rzadziej planują posiłki na kilka dni do przodu. To pokazuje, że edukacja o niemarnowaniu żywności nie może być ogólna. Musi odpowiadać na realne nawyki różnych grup.

Marnowanie żywności to nie tylko strata pieniędzy

Wyrzucone jedzenie to wyrzucone pieniądze, ale nie tylko. To także obciążenie dla środowiska. Produkcja żywności wymaga ziemi, wody, energii, nawozów, paliwa i pracy ludzi. Kiedy jedzenie trafia do kosza, tracimy wszystkie te zasoby. Do tego dochodzą koszty transportu, magazynowania i utylizacji odpadów.

Marnowanie żywności ma również wymiar społeczny. W kraju, w którym każdego roku wyrzucane są miliony ton jedzenia, wiele osób nadal potrzebuje wsparcia żywnościowego. Ten kontrast jest szczególnie bolesny. Z jednej strony nadmiar i pełne kosze, z drugiej osoby starsze, rodziny w kryzysie, osoby samotne i dzieci, dla których paczka żywnościowa oznacza realną ulgę w codziennym życiu.

Co możemy zrobić?

Największa część marnowanej żywności powstaje w domach, dlatego każda zmiana codziennych nawyków ma znaczenie. Nie chodzi o rewolucję. Chodzi o prostą, konsekwentną organizację.

Przed zakupami warto sprawdzić lodówkę i szafki, zaplanować kilka posiłków, zrobić listę i trzymać się jej w sklepie. Lepiej kupić mniej i wrócić po brakujący produkt, niż wyrzucać nadmiar. W domu warto układać żywność tak, by produkty z krótszą datą były z przodu. Dobrze działa zasada: najpierw zużywamy to, co najstarsze.

Ogromne znaczenie ma też przechowywanie. Pieczywo można mrozić. Z dojrzałych owoców można zrobić koktajl, owsiankę albo mus. Warzywa, które tracą świeżość, często nadają się jeszcze do zupy, sosu lub zapiekanki. Resztki obiadu mogą stać się kolacją albo lunchem na kolejny dzień.

Mniej marnowania, więcej odpowiedzialności

Marnowanie żywności nie jest abstrakcyjnym problemem z raportów. Jest w naszych lodówkach, koszykach zakupowych, szafkach i garnkach. Zaczyna się od małych decyzji: czy kupię tylko tyle, ile potrzebuję, czy sprawdzę datę, czy wykorzystam resztki, czy zamrożę pieczywo, czy dam jedzeniu drugą szansę.

W Banku Żywności w Olsztynie każdego dnia widzimy, że żywność ma ogromną wartość. Może być wsparciem, ulgą, bezpieczeństwem i konkretną pomocą. Dlatego warto ją szanować, nie tylko od święta i nie tylko w kampaniach społecznych. Codziennie. W sklepie, w kuchni i przy stole.